E-booki też pachną

 

Po co czytamy książki? Tak przede wszystkim? Chodzi nam o poznawanie pięknych historii, przeżywanie przygód wspólnie z bohaterami, naukę i rozwój samych siebie, czy raczej o ładnie wyglądające na półce wydania? Jasne – fajnie jest mieć w rękach prawdziwą książkę. Gdy przeczytana w formie e-booka pozycja mnie zachwyci, dokupuję też normalne wydanie, bo jestem człowiekiem i lubię dotyk i zapach papieru, szeleszczenie kartek i całą tę „magię”. Ale jest to tylko dodatek do podstawowej wartości, którą jest sama treść.

 

E-booki są tańsze i przede wszystkim diablo wygodne. Książkę możemy zdobyć w kilka minut bez wychodzenia z domu. Ba, możemy mieć ich tysiąc w kieszeni spodni! Odkąd kupiłem czytnik praktycznie się z nim nie rozstaję i gdyby nie on, to traciłbym w tramwaju kilkanaście godzin miesięcznie na robieniu niczego.

Tyle się narzeka, że Polacy nie czytają… Skoro powstało narzędzie, które może odwrócić ten trend, to nie zabijajmy go w zarodku. I sam sobie odpowiedz, co jest płytsze: czytanie tych wstrętnych, sztucznych e-booków czy odmawianie sobie świetnych książek, bo są dostępne tylko w wersji elektronicznej, a nie papierowej?

Podobnie wygląda sprawa z „filmami na monitorkach” i muzyką w sieci. Kino jest super przeżyciem, a winyle mógłbym macać godzinami, ale nie zgarniam 50 000 złotych za koncert i mogę sobie na takie luksusy pozwolić w bardzo ograniczonych ilościach.

Na zakończenie

Jeśli masz w rodzinie kogoś, kto tak samo niechętnie podchodzi do nowoczesnych sposobów odbierania kultury, to może warto byłoby z nim porozmawiać i pokazać o co w tym chodzi? Moja mama zdążyła już przekonać się do Facebooka, więc jestem pewien, że da się. :)

Nic nie boli mnie bardziej od widoku starych ludzi, którzy całe dnie spędzają wyłącznie na siedzeniu na ławce, chodzeniu do kościoła (nie żebym miał coś przeciwko!) i czekaniu na śmierć. Damn, przecież emerytura to idealny czas na kulturę! A ta nigdy wcześniej nie była tak łatwo dostępna jak dzisiaj.